RSS
sobota, 21 września 2013
Kto na drzwi?

Jakiś czas temu pies zjadł mi drzwi.

Drzwi ze względu na swój wiek i odpadającą farbę postanowiłem zasłonić plakatem Anny Dulce Felix (życiówka na 10000m 31:37, połówka 1:08:33, maraton 2:25:40).

Niestety w zderzeniu z młodym biglem Anna była bezsilna i straciła jakże zgrabną nogę.

Obecnie jestem więc w trakcie jakże życiowo ciężkiego wyboru kto ma zastąpić Portugalkę.

Wertując swoje szare komórki poszukiwałem osoby która zasługuje, żeby zawisnąć na drzwiach biegowej kanciapy. Pomimo, że bieganie to większość mojego życia to chyba nie posiadam biegowych idoli.

Są oczywiście ludzie którzy robią na mnie wrażenie czy których po prostu lubię. Na początku miałem powiesić, więc koleżankę Felix Jessice Augusto, która wygrała swego czasu Bupa North Run.

Potem znalazłem świetne zdjęcie z tegorocznych MŚ w Moskwie. Wszyscy Ci którzy oglądali maraton pamiętają świetne ujęcia podczas przebiegania przez prysznice.

Następnie poszedłem na wybiegania i przemyślałem to jeszcze dogłębniej i wymyśliłem.

Na moich drzwiach zawiśnie ktoś kogo w bieganiu cenię chyba najbardziej. W biegach długich jej 2:15:25 to najbardziej wartościowy wynik z wszystkich rekordów świata. Oczywiście już wszyscy wiedzą, że tą osobą będzie Paula Radcliffe.

Co prawda nie przeglądałem jeszcze dostępnych zdjęć, ale moim faworytem chyba będzie zdjęcie z maratonu w Atenach 2004. Bodajże na 26km Paula siedzi na krawężniku i kończy maraton. (potem jest jeszcze świetne zdjęcie gdy siedzi w samochodzie)

Wydaje się, że porażka uczy zdecydowanie więcej niż wygrana.

 

 

wtorek, 10 września 2013
Ponarzekam

Dziś troszkę ponarzekamy. Znaczy się ja ponarzekam, a Wy możecie się przyłączyć. :)

Po pierwsze moja forma niestety nie jest taka jakbym chciał, ale do tego zdążyłem się przyzwyczaić i do momentu kiedy nie złamię granicy 30:00/10km to się nie zmieni. :)

Jestem tuż po całkiem przyzwoitym wyniku na krynickiej przepaści (32:31). Oczywiście przyzwoitym biorąc pod uwagę moje krótkie nogi i jeszcze krótsze przygotowania. Jeszcze jakiś czas temu nawet nie wyobrażałem sobie biegania w tempie 34:00.

Niestety dochodzę do smutnego wniosku, że bieganie to przerażające uzależnienie. Nawet jeżeli jesteś z siebie dumny i już w końcu po 5 miesiącach treningu pobiegniesz wymarzony wynik to i tak musisz za dwa dni wyjść na kolejny trening. :) Co "najlepsze" po złamaniu (np. moich upragnionych 30:00) musisz trenować jeszcze ciężej. To taka mała telenowela w której każdy dzień wygląda prawie identycznie, a zmieniają się głównie cyferki. :)

Kolejny powód do narzekania to moja dolegliwość kaletkowa. Niestety nie chcę się ode mnie odczepić, a prawdopodobną przyczyną jest dna moczanowa. Schorzenie polegające na problemach z filtrowaniem kwasu moczanowego w nerkach, który trafia do krwi, a potem odkłada się w różnych stawach. Nie jest to tak groźne jak brzmi, ale na pewno bardzo irytujące.

Tutaj kolejny powód do narzekania. Nie chodzi o ból czy popuchnięte stawy w palcach, a bardziej nieudolność wybitnych specjalistów od fizjoterapii. Certyfikatów na korytarzu wisi milion trzysta, a jeśli człowiek sam się nie wyleczy to chyba pozostaje się położyć i w najlepszym wypadku naciskać na pilot. :)

wtorek, 20 sierpnia 2013
Małpujemy :)

Korzystając z chwili przerwy pomiędzy pracą, a treningiem postaram się Was zainteresować rozciąganiem. Przyznaje się bez bicia, że nienawidzę tego i bardzo rzadko się rozciągam.

Oczywiście ze względu na kontuzję jestem zmuszony na sporo rozciągania statycznego. Wszyscy doskonale znamy takie wygibasy z podstawówki gdy jeszcze sięgaliśmy głową do kolan. :P Wyszperałem dla Was i dla siebie (jest we mnie trochę egoisty) bardzo fajnie przedstawiony streching dynamiczny prezentowany przez Dathan-a Ritzenhein-a.

Przeważnie ciężko wdrożyć elementy treningu zawodowców (z poziomu Ritz-a) w trening nawet ambitnego amatora. Nie ma co ukrywać, że to prawie inna dyscyplina sportu.

Myślę, że wprowadzenie takich obciążeń byłoby równoznaczne z kontuzją.

Jeżeli chodzi o rozgrzewkę to nie ma takiego ryzyka. Warto ją naśladować, bo skoro wspierani milionami dolarów rozgrzewają się dynamicznie to warto spróbować zmałpować. :)

(ostatnie badania podobno mówią wręcz o skracanie mięśni podczas strechingu statycznym)

Miłego oglądania.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013
"Mały zgon"

Dziś troszkę "anty-reklamy".

Od jakiegoś czasu trenuje bardzo dużo wśród ludzi. :) Przez ostatnie lata "kręciłem" przeważnie sam i jeśli miewałem jakiegoś "małego zgona" (nowa maskotka biegowi.pl) widziałem to przeważnie ja i dwóch meneli w lasku bulońskim.

Teraz jeśli przydarzy mi się gorszy dzień to przeważnie jest w pobliżu jakiś zaprzyjaźniony "sęp", który tylko na to czekał. :) Niestety taka rola najmocniejszego w grupie, że nawet na treningu powinien być najszybszy.

Nigdy nie zapomnę Sebastianowi jak szczerze przyznałem się mu do pustego baku na 2km, a potem zrobiliśmy najszybsze wybiegania w miesiącu. :) Oczywiście sporo w tym śmiechu i żartobliwej rywalizacji zapełniającej nudne wybiegania. :)

Tak dla wszystkich z którym będę kiedyś miał okazję trenować. Jak każdy miewam zgody i dość często bywam zmęczony. :) Aaaa i pomimo mojej obrażalskiej natury nie obrażam się jak ktoś stara się to wykorzystać i porywalizować. :)


P.S.

Patrzcie uważnie na wyniki, bo najważniejszym celem biegowym Sebastiana P. jest zgrzanie mnie gdziekolwiek. :P

niedziela, 18 sierpnia 2013
"Wioska" olimpijska

Trening idzie całkiem nieźle, ale niestety jest w tym sporo niepewności. Noga boli, ale jak na razie wydaje się goić.

Dziś udało się zrobić 3x2km po ok. 3:10. Niby niewiele, ale cieszy bo tempo jest podobne do tego z odcinków kilometrowych.

Po krótkiej notce na temat treningowych perypetii chcę przejść do innego tematu.

Zastanawiam się poważnie nad ozdobieniem swojego ciała jakimś tatuażem. Ze względu na moje zupełne uzależnienie od biegania pierwszy powinien być związany właśnie z tym. Oczywiście nie wytatuuje sobie kółek olimpijskich, bo według mnie uprawnieni do tego są jedynie Ci którzy zaliczyli Igrzyska. Dlatego też nie mam w planie tatuować nic związanego z maratonem, którego nie przebiegłem.

Osobiście uważam, że tatuowanie kółek nie będąc olimpijczykiem czy ubierania ciuchów reprezentacji nigdy w niej nie biegając jest po prosto wsią, a nawet "świętokractwem".

Jeżeli widzieliście jakieś fajne tatuaże to przesyłajcie w komentarzach czy na mojego FB. Chętnie obejrzę.

 

środa, 07 sierpnia 2013
Moje miejsce biegowe

Nareszcie obrałem prawidłowy kurs, a wiatr zaczął wiać w żagle. Nie jest to może jeszcze huragan możliwości, ale powoli wracam do starych prędkości.

Właśnie zacząłem zasłużony urlop na którym mam nadzieje odpocząć, popracować i jeszcze sporo pobiegać. Jak na razie prawie każdy trening kończę w wodospadzie mocząc tyłek i lekko obolałe nogi.

Okropnie drażni mnie chwalenie się TVP czy TVN jak wielką oglądalność miała powtórka "Janosika", ale sam muszę pochwalić swoje. Poprzez swoje mam na myśli miejsce w którym trenuje czyli Straconkę. Do 1987 czyli roku moich narodzić była to niezależna wieś w okolicach Bielska-Białej.

Obecnie dzielnica położona na obrzeżach tego miasta. W przeciągu ostatnich lat powstało 20km dróg do zwożenia drewna z lasu, które są genialnym miejscem do treningu. Przed wbiegnięciem do lasu jest źródło wody górskiej, a po zbiegnięciu wodospad gdzie można usiąść i wymoczyć nogi.

W samym lesie jest dość równo, szeroko i cicho. Do tego ten zapach ściętego drzewa. :)

Najwyższe miejsce to 720m n.p.m., więc można poćwiczyć troszkę siły biegowej.

Jeżeli znudzi się bieganie po tych pętlach można wybrać się np. na Szyndzielnie (ok. 1000m n.p.m.), gdzie podbieg jest mało wymagający choć dość długi. Bodajże ok. 11km podbiegu non stop z najniższego miejsca na mojej trasie. (możesz spokojnie, bez zamulania po wielkich górach zrobić 1500 m przewyższenia na 25km)

 

niedziela, 28 lipca 2013
"Go hard or go home"

Blog prowadzę już dość długo i pomimo niezłej pamięci nie jestem wstanie sobie przypomnieć czy pisałem o treningu w UK. Zapewne wspominałem o moich doświadczeniach, ale zrobię to jeszcze raz.

Po dzisiejszej zabawie biegowej z przerwą 1min przypomniały mi się stare czasy. Do tego obejrzałem sobie kolejny raz świetną sesję Andiego Baddeleya, Mike Skinnera, Andiego Vernona i Nathana Whita.

To chyba jest esencja biegania w UK. Po pierwsze przerwa jest strasznie krótka, a dodatkowo skracana dla maruderów. Mechanizm jest prosty, tracisz na odcinku tracisz przerwę.

Oczywiście na odcinkach 1km strata to góra 3-5sek, ale już podczas treningu z odcinkami 3km może wzrosnąć do 15sek. Znaczy to nie mniej nie więcej, że zostaje Ci 45 sekund przerwy na dojście do siebie po ciężkiej robocie. :)

W tym filmiku można też zobaczyć biegania w grupie którego bardzo mi obecnie brakuje. Nie chcę ujmować moim kolegą, ale czasem brakuje dobrego zająca podczas takich treningów. :D

Na pewno sezon biegowy w Wielkiej Brytanii jest bardziej intensywny, a roztrenowanie to przeważnie tydzień poprzedzający pierwsze starty w przełajach. Na wysokich obrotach biega się praktycznie cały rok powtarzając monotonie podobny schemat.

Sprawdźcie filmik o którym pisałem. :)

 

P.S.

Cytat z tytułu jest autorstwa Mo Faraha. :) W pełni się z nią zgadzam.

sobota, 27 lipca 2013
Biegowy Eurobiznes

 

Bieganie można porównać do wielu rzeczy. Paula Radcliffe w Spirit of Marathon porównuje maraton do życia ze swoimi wzlotami i upadkami. Pewnie takich porównań jest mnóstwo, ale chyba nikt nie porównywał biegania do popularnej w latach mojego dzieciństwa gry Eurobiznes.

Po pierwsze tak jak w bieganiu jest tam start i krąży się w kółko, i można liczyć na jakąś małą premie. :)Ja znalazłem całkiem inne porównanie bardziej pesymistyczne i związane z kontuzją która mnie trapi.

Oczywiście w Eurobiznes nikt nie wspomina o zapaleniu kaletki maziowej ścięgna Achillesa. :)

W bieganiu podobnie jak w Eurobiznes możesz mieć świetną passe czuć się już biegowym "milionerem" z wygranymi kolejnymi zawodami. Co najlepsze z czasem przeważnie trening staje się coraz lżejszy, a wybieganie w tempie bliskiemu 4:00/km to bardziej zabawa, a nie "praca".

Niestety w tej grze jest karta "Idziesz do więzienia, nie przechodzisz przez start i nie otrzymujesz premii". W bieganiu też jest taka "karta" która kończy zabawę w najlepszym momencie, a pionek ląduje w kiciu. Oczywiście jeżeli masz szczęści to pobyt jest krótki, ale jeżeli fart Cię opuścił na ostatnich zawodach pauzujesz miesiącami.

Patrząc na biegaczy których cenie kart jest sporo. :)

Iwona Lewandowska, Heniu Szost, Marcin Chabowski czy Mariusz Giżyński to tylko kilku siedzących za niewinność, a czasami pewnie za nadgorliwość. Ja siedzę za lekceważenie bólu w początkowym stadium i głupotę biegania w butach startowych bez amortyzacji i pięty. 

Czytelniku jeżeli Cię coś boli albo poczułeś dynamit w nogach dbaj o nie i módl się, żebyś miał kartę wyjścia z więzienia. Niestety jej się nie da odkupić. :)

Wszystkim "siedzącym" życzę zdrowia.

P.S. Najgorsze jest to, że po wyjściu z kicia pionek przesuwa się strasznie wolno i zupełnie nie przypomina tego z przed miesiąca i wielkiej wpadki. :/

 

środa, 24 lipca 2013
Miami Pink

Tak jak obiecałem troszkę więcej o tym co robiłem przez ostatnie miesiące.

Dziś czytałem, że dla jednego z japońskich żołnierzy II Wojna Światowa zakończyła się w 1972 roku. Ja nie ukrywałem się w jaskiniach Beskidu Żywieckiego licząc na zakończenie wojny Polsko-Polskiej. :)

Rzeczywiście sporo czasu spędziłem w Beskidzie, ale Małym. Początek roku tak jak chyba wszystkich spędziłem na przeklinaniu zasp śnieżnych, które kompletnie odebrały mi dostęp do treningu interwałowego. Taki borok (nie wiem czy wszyscy znają to słowo, ale oznacza ono "słabeusza") wystartowałem 10km w Brzeszczach.

Okazało się, że chyba trening interwałowy mi nie służy, bo jak na razie tam byłem najszybszy. 32:38 i 15:56 po drodze wydawało się być rewelacyjną zapowiedzią genialnego sezonu. Nie jest źle, ale czym cieplej tym gorzej. Było jeszcze jedno 32, ale głównie bardzo niskie 33.

Ogólnie szału ni ma, więc nie ma czym się chwalić.

Trening jak zwykle bardzo ciężki. Szczególnie tuż przed docelowym startem czyli macoszym biegiem Fiata. Pomimo 8 długich godzin pracy udawało się trenować 2 razy dziennie i do tego praktycznie codziennie robić jakiś akcent. Trening na papierku wydawał się być dość prosty, ale przy takiej intensywności i powtarzalności nogi wchodziły mi w tyłek, a potem ugniatały wątrobę i płuca.

Jak się później dowiedziałem Paweł chciał sprawdzić jak wytrzymuję obciążenia. Chyba zdałem, bo przeżyłem. :)

Przykładowy trening z tamtego okresu.

Pn. Podbiegi 200m/200m (biegane ok. 38 sek.)

Wt. 10km +5x100m/100m // 4km+14km BC2 średnia 3:35 +4km +5x100m/100m

Śr. 10km WB1 // 10km +5x100m/100m // 5km+15x400m/200m (69-71)+5km

Czw. 20km WB1

Pt. 10km + SB w skipach i wieloskokach + 8x100m/100m

So. 10km WB1 + 8x100m/100m

Nd. 5km+10x1km (3:02-3:08) 2min rec. +5km // rozruch 6km

Tuż przed takim właśnie treningiem odpuściłem sobie zbyt mocno i okazało się, że wraz z odpuszczeniem "przebiło mi płuco", a powietrze zaczęło uchodzić jak ze starego Pinokio. (mój pierwszy w życiu rower w barwach miami pink). Ja nie lubię odpoczywać ja lubię ciężko pracować. :) 

Mam nadzieje, że Paweł nie czyta tego bloga, bo czeka mnie wtedy sporo pracy. :P

P.S. Jeśli ktoś zgadnie skąd wziąłem wiedzę o istnieniu koloru miami pink ma u mnie piwo. (biorąc pod uwagę, że faceci rozróżniają góra 16 kolorów) :) Od ostatniego startu w Pszczynie sporo go wypiłem, więc jedno mnie nie zbawi. (patrząc na moją objętość i wagę)

 

Powrót na życzenie

Do wyjścia na trening zostało mi jakieś 15 minut, a nie mam jeszcze na sobie skarpetek, pulsometru, koszulki. Tak naprawdę mam na sobie tylko spodenki do biegania które mam na sobie prawie zawsze gdy nie jestem w pracy albo nie śpię. :)

Dziś na początek troszkę nowości, bo pewnie mało kto wie co u mnie.

Największą zmianą jest zmiana trenera. Z długoletniego współtowarzysza podróży i przyjaciela Sebastiana Pędziwiatra na znakomitego maratończyka Pawła Ochala.

Tego drugiego nie trzeba chyba przedstawiać.

Po całkiem udanym sezonie wiosennym wracam do biegania po dość poważnej kontuzji ścięgna Achillesa. Dokładniej to kaletki maziowej tego ścięgna.

Bolało jak cholera i wcale nie przechodziło. Po dwóch tygodniach niebiegania, zabiegach falą uderzeniową, krioterapii zapalenie znikło, żeby po tygodniu pojawić się jak bumerang.

Obecnie wracam po raz drugi i idzie mi całkiem dobrze, a na pewno mądrzej. Jestem po trzech treningach (tylko wybiegania) i wczoraj udało się zrobić 12km w tempie ok. 4:10/km.

Co prawda tętno mam jak u starego dziadka, ale za 2 tygodnie będzie dobrze. Obecnie trening w tym tempie to tętno ok. 155-160. Niby przyjemne i komfortowe, ale jednak zbyt wysokie w perspektywie tempa o minutę szybszego. :)

Oczywiście dużą zmianą jest założenie własnego sklepu biegowego, bo obecnie zamiast 8h pracy mam 8h + dodatkowe nadgodziny przy ciuchach. "Dorobiłem się" prowizorycznego sklepiku, gdzie można te ciuchy zobaczyć i przymierzyć, ale przed nami długa droga. Zresztą biegowo chyba czeka mnie równie długa i męcząca droga. (mam nadzieje tylko, że do przodu)

Po treningu postaram się napisać coś więcej na temat samego treningu przez te kilka miesięcy nieobecności. Było kilka ciekawych momentów, kiedy nogi bolałyyyyyy.

niedziela, 20 stycznia 2013
Magurka Wilkowicka

Dziś kolejne dłuższe wybiegania. Nie chcę się biegać samemu, więc kolejny raz zawracam głowę J. Gniewkowi. Biegaliśmy prawie 2h i kończyliśmy ostrym podbiegiem pod Magurkę od strony Wilkowic. Bardzo mocny asfaltowy podbieg o długości 4km i maksymalnym nachyleniu przekraczającym 20%. Oczywiście obecnie cały jest pokryty śniegiem, ale dziś zupełnie mi to nie przeszkadzało. Nogę mam strasznie mocną i dziś to czułem. Podbiegłem to w podobnym tempie do tego z letnich wypadów i zatrzymałem czas na 20:23, Jarek który pomimo nieregularnego treningu w górach jest bardzo mocny przybiegł 2min za mną. Mówiąc szczerze nie zmęczyłem się nawet tak bardzo, może troszkę przymęczyłem płuca, ale nogi zostały nienaruszone.

Oczywiście widoki niesamowite. Niestety biegamy bez elektroniki, więc nie mogę się podzielić.

Tutaj wykres profilu:

czwartek, 17 stycznia 2013
Treningowe newsy

Trening idzie świetnie pomimo tego, że w BB nie da się znaleźć odrobiny czystego asfaltu. We wtorek biegałem 6x1k w tempie zbliżonym do 3:10, kończąc w 2:56 (w tym 1:24 ostatnie 500). Tętno bardzo fajne (ostatni odcinke avr.181).

Dziś udało się zrobić 12 dwustumetrowych podbiegów i pomimo strasznego uślizgu nogi nie bolą. 

Następnym mocniejszym treningiem będzie 10km BNP w tempie, 3:50; 3:40; 3:30; 3:20 i 3:10 zwiększanym oczywiście co 2km. Wydaje się, że może być dość ciężko, ale zamierzam ułatwić sobie zadania i pobiegać na siłowni.

Jeżeli chodzi o ciekawostki to właśnie oglądałem trening Andy Vernon-a (wielokrotny mistrz UK, szczególnie przełajowy) i biegał 6x70s (ok. 2:55-2:45) z 50s przerwą po ok. 4:00. Wszystko na trawie. :)

Postaram się wrzucić jakieś treningowe wiadomości wkrótce.

niedziela, 13 stycznia 2013
Ground force, swing time, a szybkość biegu

Dziś przewentylowałem swój mózg podczas 2h wybiegania z Jarkiem Gniewkiem. Zaspałem i musiałem biegać bez śniadania i kawy. :))

Teraz miałem trochę weny i postanowiłem porwać się na coś bardziej ambitnego niż opisanie treningu. Dodatkowo sporo gadaliśmy na tematy typowo biegowe.

Powstał wpis o korelacji pomiędzy siłą odbicia, a szybkością biegu. Oczywiście jest to dość uproszczone, bo oryginalny tekst to praca naukowa Harvardu. Okazuje się, że w pewnym aspekcie możecie być szybsi niż Usain Bolt. :D

Polecam, bo włożyłem trochę pracy.

LINK

 

sobota, 12 stycznia 2013
Zmiana miejsca "zamieszkania"

Część merytoryczna mojego bloga zostanie teraz przeniesiona na moją nową stronę. Teraz częściej postaram się pisać coś na tematy związane z masażem czy metodyką treningową. Oczywiście znajdą się też wpisy żartobliwe połączone z ciekawostkami.

Nowy adres mojego bloga to:

http://www.biegowi.pl/pl/content/6-blog

Postaram się pisać rzetelnie. Od 3 lat staram się pisać czasami dla garstki ludzi po porostu dla przyjemności i pomimo zmiany miejsca to się na pewno nie zmieni.

 

Część prywatna pozostanie pewnie pod obecnym adresem.

Choć nie ukrywam, że kiepsko u mnie z czasem na prowadzenia tylu stron internetowych. :)

Dziękuje za tyle lików i pozdrawiam.

P.S. W nowym miejscu pojawił się już pierwszy wpis na temat rolek do samo-masażu. (akurat je mamy w swojej ofercie, ale chciałem wytłumaczyć jak to działa)

Fenyloetyloamina, a uzależnienie od biegania.

Niestety mój organizm przeszedł do pertraktacji przed strajkiem generalnym. Kolejna zarwana noc i trzeba było skapitulować i usiąść do stołu. Nie pomógł masaż stemplami z ryżu, kawy, kakao i cynamonu. Syndrom ołowiowych oczu dopadł mnie w najgorszym momencie. :/

Nawet moje kompletne uzależnienie od biegania dało za wygraną i spałem jak małe dziecko. Oczywiście pojawiły się opisywane często wyrzuty sumienia.

Dziś troszkę o tym, bo niestety nikt jeszcze nie opatentował "elektrycznego papierosa" dla biegaczy. Oczywiście podobnie jak J.L.Wiśniewski w swoich książkach tłumaczy uczucie zakochania poprzez tablice Mendelejewa tak i to uczucie da się tak wytłumaczyć.

Pewnie większość z Was słyszała o euforii biegacza, która podobno może być jedyną racjonalnie tłumaczącą przyczyną biegania. W literaturze często mówi się o endorfinach, które są niczym innym niż naturalną morfiną produkowaną przez organizm. Oczywiście tak jak leżący na dworcowych schodach potrzebuje coraz więcej morfiny tak i biegacz potrzebuje jej coraz więcej. (nienawidzę zastrzyków, więc wybrałem inną formę ćpania:))

To ta najpopularniejsza wersja wypromowana w latach 70 podczas bumu biegowego. Endorfiny wydzielają się podczas długotrwałego wysiłku, szczególnie beztlenowego kiedy organizm jest zmuszony do stresu.

Teraz teoria z roku 2001 promowana przez znajomy mi uniwersytet Trent w Nottingham. (mam kilku biegających znajomych)

Tutaj morfina zastępowana jest przez coś podobnego do amfetaminy. (wciąż jesteśmy ćpunami) Związek dokładnie nazywa się Fenyloetyloamina i jest prawdopodobnie neuroprzekaźnikiem w naszym mózgu. Podczas badań okazało się, że ludzie aktywni fizycznie (od 30minut w tętnie 70%) mają zdecydowanie podniesiony wskaźnik tej "amfetaminy" podczas gdy ludzie z depresją dosłownie dołują.  

Wniosek jest jeden. Nie chcesz mieć deprechy zacznij biegać.

P.S.

Ja skłaniam się za tą drugą wersją, bo po pierwsze jest nowsza, po drugie tłumaczy dlaczego ludzie biegający jedynie treningi tlenowe uzależniają się w podobnym stopniu. Dodatkowo fenyloetyloamina jest transportowana zdecydowanie łatwiej niż endorfiny.

Eminem i Edward Norton (lektor w tej reklamie) też są uzależnieni od biegania. :)

 

piątek, 11 stycznia 2013
Bańka

Wczoraj miałem okazje nauczyć się drenażu limfatycznego wykonywanego bańkami chińskimi (gumowymi). Drenaż jest bardzo prosty, a zarazem bardzo skuteczny. Sporo biegaczy zainwestowało w The Stick, którego sam mam i mając porównanie do masażu klasycznego oceniam na 3/10.

Oczywiście mało kto może sobie pozwolić na regularny masaż. Pewnie ciężko znaleźć na niego pieniądze i czas. To nie wyklucza jednak regularnego korzystania z czegoś prostszego niż masaż klasyczny.

Bańki chińskie kupicie w każdej aptece za 25-30 zł/komplet i na pewno nauczycie się nimi obsługiwać. Oczywiście do masowania swoich nóg musicie przekazać tą wiedzę komuś innemu, ale nie będzie z tym problemów.

Ja jeszcze 3 miesiące temu miałem koordynacje ruchową na poziomie pierwotniaka, a teraz śmigam jak doświadczony masser. :) Jest kilka prostych zasad, które postaram się przedstawić na filmiku instruktażowym.

Bańka chińska ogólnie rzecz ujmując zasysa nam skórę i to co pod nią i przesuwa w odpowiednią stronę. W przypadku limfy do węzłów chłonnych. 

Nagromadzenie limfy objawia się opuchnięciem, które można fajnie zauważyć tuż po podróży. :) Bańkę chińską można stosować przy skręceniach (ważne, żeby nie robić bańki przez pierwsze 24h, bo możemy oderwać krwiak), uczuciu ociężałych nóg, po zawodach biegowych, żeby pomóc w transporcie kwasu i całego syfu który zgromadził się nam w nogach. Świetnie też rozbija cellulit, którego u biegaczy jak na lekarstwo.

Postaram się więcej powiedzieć już wkrótce, bo teraz wysiadają mi oczy. :))

Pozdrawiam.

środa, 09 stycznia 2013
Elektryczna

Dziś miałem okazje się wypowiedzieć na temat przygotowań do maratonu na bieżni elektrycznej.

Sporo ludzi wyśmiewa bieganie w siłowni, prężąc żebra. Ja jestem zwolennikiem, ale w okrojonej formie. Jak dobrze wiemy w Polsce warunki pogodowe odbiegają od tych w Kenii. :) Dodatkowo wszyscy mamy pełno obowiązków, pracy, a tempo życia to zdecydowanie szybciej niż 3:00/km. 

Ja obecnie pomimo lichwiarskiego wstępu w wysokości 19zł bywam na bieżni. Mam jedną upatrzoną, której limit to 25km/h i zazwyczaj udaje mi się ją zagiąć. :)

Ostatnio biegałem tysiączki pomiędzy 3:10 a 2:55, a dziś na lodzie ledwo co dawałem radę 3:20. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że jest lżej, ale o to właśnie chodzi. Jest początek sezonu, przygotowania dopiero startują, więc lepiej pobiegać w ciepłym i podbudować się psychicznie. (rodzaj okłamywania samego siebie)

Jeżeli chodzi o moje doświadczenia to staram się obecnie powtórzyć troszkę to co robiłem przed sezonem kiedy pobiegałem wszystkie życiówki. Wtedy biegałem dużo na elektryku i biegałem szybko.

P.S. Jakbym miał przebiec 10km wybiegania to bym chyba zwariował. :))

poniedziałek, 07 stycznia 2013
Zapracowany

Witajcie w nowym roku. :)

Jestem mocno spóźniony, ale delikatnie mówiąc ostatnimi czasy miałem dużo pracy. Sporo wybieganych kilometrów wliczając wczorajsze katorżnicze 35km w tempie ok. 4:05 i 7x1km (3.10-2:55).

Efekty pracy są widoczne, biega się zdecydowanie lżej, bo też pomimo świąt jestem lżejszy.

Efektem namacalnym zapracowania jest też sklep z odzieżą dla biegaczy, których w Polsce wyrosło jak muchomorów po deszczu.Co najbardziej zaskakujące te sklepy niczym od siebie się nie różnią. Ceny te same (cholernie wysokie), asortyment ten sam tylko logo inne.

Nie chcę uprawiać na blogu samo-reklamy, ale ja postanowiłem coś zmienić i nie mam w ofercie kolejnych Nike Flyknit za 800zł tylko nieznaną nikomu (w Polsce) markę MOREMILE.

Ciuchy jakościowo lepsze od tych oferowanych w Decathlonie (Kalenji), ale jednak w podobnej cenie.

Mówiąc szczerze uwielbiałem Nike i znałem chyba wszystkie dostępne ciuchy, ale biegając obecnie w dużo tańszym MOREMILE nie widzę kompletnie różnicy. Oczywiście nie sprawdziłem jak z wytrzymałością, ale wydaje mi się, że nie powinno być źle.

Jeśli chcecie zerknąć na ofertę to proszę. Oczywiście negocjacja ceny wchodzi w grę, zniżki też. :)

www.biegowi.pl

środa, 26 grudnia 2012
Suguru Osako - do zapamiętania !!!

Duży news z Japonii.

Japonia pomimo swych ogromnych tradycji biegowych połączonych z bardzo dobrymi wynikami wciąż dla nas europejczyków jest kompletnie innym światem. Oczywiście zdecydowanie łatwiej jest zapamiętać nazwisko Ritzenhein (pomimo, że za każdym razem myliłem się w pisowni) od Suguru Osako. (nie wygląda nawet jak imię i nazwisko)

Suguru Osako (ur. 23.05.91)

5000m - 13:31

10000m - 27:56

półmaraton - 1:01:47

Jak widać Suguru pomimo trudniejszego nazwiska jest jednak wolniejszy niż Dathan, ale to już wkrótce może się zmienić. Właśnie ogłoszono, że Japończyk ma dołączyć do stacjonującego w Portland Nike Oregon Project.

Jak wiadomo to chyba najlepsza obecnie baza do treningu, więc można szykować się na pierwszego "żółtego" poniżej 13 i 27 minut.

P.S.

Galen Rupp będąc w wieku Suguru biegał na bardzo podobnym poziomie. (13:30 - 5k 27:33 - 10k).

środa, 19 grudnia 2012
USA

Ostatnio dowiedzieliśmy się, że po zaskakująco słabym sezonie Ryan Hall (2:09/maraton) zmienił trenera na Renato Canove. Dziś miałem okazje obejrzeć krótki wywiad z Ryanem w którym zdradza kilka informacji dotyczących jego obecnego treningu.

Z wypowiedzi Ryana można wywnioskować, że Renato stawia na dużą ilość treningów jakościowych, jednakże nie są to treningi bardzo mocne. Ryan wspomina, że bardzo przyśpieszył na wybieganiach, które od kilku lat traktował odpoczynkowo nie zwracając uwagi na tempo. (nawet mówił kiedyś o tym w innym wywiadzie)

Dodatkowo zwiększyła się lekko liczba przebiegniętych kilometrów, choć wciąż biega jedynie 6 dni w tygodniu.

Przykładowy ciąg treningów:

Pon. - Progressive run czyli polski "bieg z narastającą prędkością"

Wt. - 300m podbiegi

Śr. - Modern Long Run czyli długie szybkie wybieganie

Zostają jeszcze 3 dni i pewnie trzeba w nie upchnąć "Tempo run" i jakieś odcinki. :)

P.S.

Druga wiadomość ze Stanów. Christian Hersch (29:17/10k 1:03:53/połówka) został złamany z buteleczką EPO w torbie. Przyznał się do przyjęcia 54 zastrzyków EPO z meksykańskiej apteki poleconej przez kolegów biegaczy. :)

 

wtorek, 18 grudnia 2012
Maraton

W tym wpisie rozwinę to o czym pisałem w komentarzu.

Bardzo rzadko udzielam się na forach biegowych, ale ostatnio wewnętrzna siła kazała mi wyrazić opinie o pogoni za maratonem.

Maraton nigdy nie był dla mnie wielkim wyzwaniem i nie będę kłamał, że zawsze marzyłem o bieganiu maratonu. Moim wielkim marzeniem było i wciąż jest bieganie szybko 5000 i 10000m. Jakieś 8 lat temu powiedziałem, że jeśli zatrzymam zegar na 29:59 będę czuł się spełniony i mogę kończyć z bieganiem (oczywiście hipotetycznie :)). Ten cel jest wciąż aktualny i najważniejszy.

Niestety lata lecą, włosy wypadają i przyda się coś zmienić. Dodaje kolejny cel, którym jest wiosenny maraton. Nie chcę pisać o konkretnym wyniku, bo sporo pracy przede mną, ale możecie być pewni, że po mojej głowie krąży kilka cyfr.

Jeżeli chodzi o miejsce to skłaniam się do Dębna. Kilka lat temu rozmawiając na temat debiutanckiego maratonu i to był jedyny na liście polski maraton. Tradycja, klimat i niezbyt wyśrubowane wyniki. :))

Teraz kilka miesięcy przygotowań, które traktuje bardzo poważnie. Po 12 latach biegania jestem gotowy na start w maratonie i zrobię wszystko co tylko mogę, żeby ten start był perfekcyjny. Debiut jest tylko jeden.

 

wtorek, 11 grudnia 2012
20-tka jak w kinie

Dzisiejszy trening miał więcej zwrotów akcji od wszystkich części Szklanej Pułapki i Słonecznego Patrolu razem wziętych.

Ostatnimi czasy czuję się świetnie. Wypoczęty psychicznie i fizycznie każdy trening przychodzi mi dość łatwo jak na ten okres roku. W tamtym roku początek przygotowań był zdecydowanie trudniejszy, a dwójki w tempie 3:40 były już wyzwaniem.

Dziś wszystko zaczęło się jak w "Modzie na sukces" czyli tak jak wczoraj. :) Przyjemna muzyczka w słuchawkach, pustki na trasach biegowych i pełen relaks. Na trzecim kilometrze ktoś przełączył kanał i po krótkiej reklamie zaczął się "Helikopter w ogniu" czyli lekkie odcięcie prądu którego głównym objawem były zawroty głowy. (pewnie świetnie to znacie) Na szczęście organizm przełączył się na inne paliwo i już na 6km znów ziewaliśmy na 6582 odcinku "MnS". Dosłownie chwile później ktoś włączył mój ulubiony serial psychologiczny "Bez tajemnic", a w mojej głowie zaczęły się przewijać różne pytania. 

Czy ja jestem normalny zapieprzając przez 20km podczas gdy ludzie siedzą w pidżamach przed telewizorem?

Ile powinienem ważyć przed maratonem?

Ile ważę teraz?

Wbiegając na główną drogę łączącą BB ze Szczyrkiem włączyłem 2 bieg i ogień "pod Piekło". (taka zwyczajowa nazwa stromego podjazdu w kierunku Szczyrku) Skręcając z głównej drogi wbiłem trójkę i czułem jakby moje nogi były naładowane uranem z "Czerwonego Października". Uczucie niczym nieograniczonych możliwości to najpiękniejsze co może spotkać biegacza. W takim momencie wiem, że mogę zrobić ze swoim ciałem wszystko (co dotyczy biegania :)).

Niestety "orgazmy" mają sporą jedną wadę, trwają krótko. :) (ja rozsądnie mojego nie wykorzystałem) Jeżeli chodzi o resztę dystansu to znów była nijaka ze słabnącą końcówką. :)

P.S.

Ważę 55,8kg, a dziś zrobiłem (19,1km/1:22:16/HR:146).

Na koniec coś zupełnie z innej bajki. Coś co pozwala uświadomić sobie rangę naszych problemów.

 




 

poniedziałek, 10 grudnia 2012
Deptam i deptam

Dziś 15km spokojnego wybiegania w tempie 4:15-4:20 i tętnie średnim 153.

Biega mi się świetnie, ale nie daje się ponieść emocją. :) Dreptam spokojnie z uspokajającą muzyką w słuchawkach. :)

Jak pewnie zauważyliście zmieniło się zdjęcie tytułowe mojego bloga. W tym zdjęciu jest ukryta pewnego rodzaju niespodzianka, która już wkrótce ujrzy światło dzienne. (mam taką nadzieje)

niedziela, 09 grudnia 2012
I LOVE BESKIDY

W każdym biegaczu skrywa się mały podstępny sadomasochista, a mój postanowił wyskoczyć dziś. (i to przez okno)

Nastawiłem budzik na 7:50 i po 35 minutach walki z zamykającymi się powiekami, odwróconymi na lewą stronę legginsami (czego szczerze nienawidzę) i 5 minutowej "bójce" z przymarzniętym zamkiem wyskoczyłem przez okno na 25km długie wybieganie.

Warunki na wycieczkę biegową w tempie 4:10-4:20 idealne (w BB ok. -15), towarzystwo też świetnie. Zawsze dużo mówiący Jarosław G. *

Siejąc postrach wśród bydła i miejscowej ludności wybierającej się na pierwszą mszę przebiegliśmy płaską część pętli i zaczęliśmy 20 minutowy bardzo stromy podbieg na Magurkę pod której stokiem mieszkamy. (my biegaliśmy na około jak to uparte górale) Mocne zaginanie pod tą "cholerną" stromiznę która za każdym razem "zrobi mnie w konia" i kończy się jeden zakręt dalej. Normalnie to dość irytujące uczucie, ale dziś śmiałem się z samego siebie. Dałem się nabrać pomimo, że rozmawialiśmy o tym zaczynając podbieg. :))

Normalnie nie jestem wielkim fanem biegania po górach, ale dziś było niesamowicie. Każdemu z Was życzę takiego widoku przed niedzielnym śniadaniem. Oślepiająco mieniący się w słońcu śnieg w połączeniu z ciszą zakłóconą jedynie przez skrzypienie butów i ja nie potrzebuje all inclusive w Egipcie. Mówiąc szczerze nawet odtajająca przez 20 minut broda nie była mi wstanie popsuć humoru. :)

KOCHAM BESKIDY. :)

P.S. Wczoraj biegałem 4x2km (6:40) i 1km 2:58.

* Jarek jest poszukiwany w sprawie handlu solą z Bochni w ilości 250kg. :DDD

On zrozumie tylko tą gwiazdkę. :P

sobota, 08 grudnia 2012
Klawisz "del"

Miałem napisać coś na temat przenikania się w moim życiu fartleku z muzyką. Niestety pomimo świetnego akompaniamentu nie byłem wystarczająco zadowolony z rezultatu i po prostu nacisnąłem "del".

Jeżeli ktokolwiek przeanalizowałby udostępnianą przeze mnie muzykę ewidentnie zauważyłby, że moje "muzyczne" gusta przyśpieszają i zwalniają jak w fartleku. Jest już późno, zegarowa kukułka w moim mózgu już prawie zasypia, więc i muzyka usypiająca. (ale bardzo fajna)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13